Ku zamyśleniu
Cytaty – myśli – teksty
dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Myśli, „Plus” katechezy w szkole?, Kim jest ksiądz?, „Czy wybaczyłeś…”, Uśmiechnij się

Każdego dnia zaczynaj życie od nowa!!!
Życie znowu wstępuje w ciebie, gdy się dziwisz,
że każdego poranka pojawia się światło.
Jesteś szczęśliwy, ponieważ twoje oczy widzą,
twoje dłonie czują, a twoje serce bije.
Jesteś jak nowo narodzony,
gdy zdajesz sobie sprawę, że żyjesz.
Jesteś nowym człowiekiem,
gdy czystym spojrzeniem patrzysz na ludzi i sprawy,
gdy potrafisz cieszyć się kwiatami na drodze
swojego życia. Ten, którego nic już nie potrafi
zachwycić, nigdy nie przeżyje cudu.

„Plus” katechezy w szkole?

– Jaki jest największy „plus” katechezy w szkole? – zapytał kapłan pewną samotną matkę.
– Największy plus jest taki, że nie muszę się martwić tym, żeby Robert był na katechezie – odpowiedziała po chwili.
Jednak po kolejnych trzech chwilach gwałtownie zaprzeczyła temu, co powiedziała przed momentem:
– Nie, co ja mówię! To, że nie muszę się martwić tym, by syn był na katechezie, to największy minus katechezy w szkole.
Otóż to właśnie – rodzice „przestali się martwić”. A powinni się martwić! Katechizacja ich dzieci to zawsze powinna być ich odpowiedzialność i zadanie, i zmartwienie.
I druga historia.
Głęboka komuna, wczesne lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Młody, gorliwy proboszcz staje przed zadaniem objęcia katechizacją w punktach katechetycznych wszystkich szkół swojej parafii. A te są liczne, jednej szkoły „nie może dopiąć” – po prostu brakuje dnia. Mijają tygodnie, sytuacja nie do rozwiązania, a Pierwsza Komunia za pasem. Wreszcie decyduje się na desperacki gest – zwołuje rodziców i ogłasza im: „Nie daję rady, sami widzicie. Tu są podręczniki, sami przygotowujcie dzieci, jak potraficie”. Okazało się potem, że były to w całej grupie komunijnej najlepiej przygotowane dzieci. I do tego modelu należy wracać – to rodzice powinni katechizować. I zrobią to lepiej niż ksiądz i katecheta, bo mają niesłychaną przewagę – są rodzicami.
Rola księdza i katechety jest ważna, ale tylko pomocnicza. Ksiądz mówi kazanie, staje na głowie, wybija się na wyżyny, a wy jednym drgnieniem kącika ust, jednym zmrużeniem powieki, bez słowa nawet, powiecie dziecku „nie bierz poważnie tego gadania”. Albo też drgnieniem kącika ust i jednym zmrużeniem powieki powiecie dziecku „słuchaj tego, co ksiądz mówi.” Dziecko zawsze was posłucha, za wami pójdzie, was wybierze. Stąd tak wielka na was ciąży odpowiedzialność. A potem trzeba rodziców zostawić. Wspierać, pomagać, modlić się za nich, ale uznać, że to oni przygotują dzieci. Jeśli rodzice przygotują dzieci, ksiądz niewiele już dołoży. Jeśli rodzice zbojkotują swoje zadania, ksiądz już niewiele wskóra a w zasadzie nic.
Por. https://funawi.pl/mity-i-prawda-katechezy/

Kim jest ksiądz?

Dla praktykujących jest człowiekiem bożym;
Dla niewierzących: „funkcjonariuszem religijnym”.

Dla niektórych jest samotnym egoistą,
Dla innych znów człowiekiem wszystkich i altruistą

Jedni go błogosławią, inni zaś przeklinają;
Wszyscy jednak roszczą sobie prawo, aby go osądzać.

Jeśli rozmawia z bogatymi, jest kapitalistą;
Gdy trzyma z biednymi – to komunista.

Jeśli ma pogodny wyraz twarzy,
jest rozkoszującym się wesołkiem;
Kiedy jest zamyślony, to zmierzły pyszałek.

Jeśli jest ładny: „dlaczego się nie ożenił?”
Jeśli brzydki: „Nikt go nie chciał!”

Jak zagląda do baru jest pijaczyną;
Kiedy siedzi na plebanii, leniem i nierobem.

Jeśli jest gruby: „Nie żałuje sobie niczego”,
Jeśli zaś chudy: „Z pewnością skąpiec i sknera”.

Kiedy mówi kazanie ponad dziesięć minut:
„Nie skończy nigdy”;
Gdy powie krótkie: „Nie potrafi gadać”.

Nosząc długie włosy jest buntownikiem;
Nosząc krótkie, człowiekiem o przestarzałych koncepcjach.

Dając śluby i chrzcząc każdego bez żadnych wymagań: „lekceważy i sprzedaje sakramenty”;
Będąc raczej wymagającym: oddala ludzi od Boga”.

Jeśli siedzi w kościele: „Nikt go nigdy nie obchodzi”;
Kiedy odwiedza parafian: „Nie ma go nigdy
w kościele”.

Jeśli nie organizuje pielgrzymek, wycieczek:
„Nic się nie dzieje w parafii”;
Gdy coś buduje: „Wyrzuca w błoto pieniądze”.

Jeśli ma Rade Parafialną: „Pozwala ucierać sobie nosa”;
Jeśli jej nie ma: „jest księdzem autokratą i klerykałem”.

Cytując Sobór, jest kapłanem zbyt nowoczesnym;
Mówiąc o katechizmie śmierdzi Trydentem.

Gdy jest młody, nie ma doświadczenia;
A gdy stary: „Dobrze by zrobił idąc na emeryturę”.

Lecz kiedy umrze … kto go zastąpi?
(z j. włoskiego tłumaczył ks. Janusz Szmigielski SDS)
http://maranciaki.pl/ksiadz.htm

Czy wybaczyłeś…

– Czy wybaczyłeś osobom, które w życiu Cię skrzywdziły? Ktoś mnie kiedyś zapytał.
– Tak, wybaczyłem, ale moje wybaczenie nie oznacza, że zapomniałem. Nie oznacza też, że to, co mi zrobili przestało mieć znaczenie, bo są rany, które z czasem przestają krwawić, ale pozostawiają blizny i choć nauczyłem się z nimi żyć, pamiętam skąd się wzięły. Wybaczyłem tym, którzy zabrali mi spokój, tym, którzy sprawili, że przez długi czas zastanawiałem się czy problem przypadkiem nie tkwi we mnie. Tym, którzy zawiedli moje zaufanie, a później zachowywali się tak, jakby nic się nie stało. Wybaczyłem. Nie dlatego, że zasłużyli, zrobiłem to dla siebie. Bo zrozumiałem, że noszenie w sobie gniewu jest jak trzymanie rozżarzonego węgla i oczekiwanie, że poparzy on kogoś innego. Nie chciałem już żeby ludzie, którzy mnie skrzywdzili mieli nade mną władzę nawet wtedy, kiedy dawno przestali być częścią mojego życia. Dlatego odpuściłem, ale jest jedna rzecz, której nauczyło mnie życie: – przebaczenie nie jest unieważnieniem konsekwencji. Nie jestem sędzią i nie będę nikogo karał, nie będę życzył nikomu cierpienia, nie będę czekał z satysfakcją na czyjś upadek, bo życie ma własny sposób rozliczania ludzi. Każdy prędzej czy później zostaje sam ze swoimi wyborami i wtedy nie da się już oszukać własnego sumienia. Można przeprosić człowieka, można wmówić innym, że jest się dobrym, można przez lata budować piękny obraz siebie, ale przed samym sobą nie da się uciec. Dlatego nie życzę im źle, naprawdę. Życzę im tylko żeby kiedyś mieli odwagę spojrzeć w lustro i zobaczyć prawdę o sobie, żeby zrozumieli ile kosztowały ich słowa. Ile ważyły ich czyny. Ile nocy ktoś przez nich przepłakał. Ile razy ktoś przez nich zwątpił w swoją wartość. Może kiedyś przypomną sobie człowieka, którego skrzywdzili. Może wtedy poczują coś czego ja już nie muszę czuć. Żal. A jeśli zapytasz mnie czy chciałbym żeby spotkała ich kara?
– Nie. Chce tylko żeby ponieśli konsekwencje swoich wyborów, bo kara jest zemstą, konsekwencja jest lekcją, a ja nie chce być częścią ich lekcji. Chcę żyć dalej. Bez nienawiści, bez odwetu. Bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. Wybaczyłem, ale to nie znaczy, że otworzę ponownie drzwi, przez które ktoś kiedyś wszedł tylko po to, żeby mnie zniszczyć. Wybaczenie daje spokój, pamięć daje mądrość, a granice dają wolność. I chyba właśnie na tym polega prawdziwe wybaczenie. Nie na tym, że zapominasz co Ci zrobiono, ale na tym, ze pewnego dnia wspominasz to wszystko i już nic w tobie nie krzyczy.
Tylko cicho myślisz – dobrze, że to przeżyłem, bo dzięki temu wiem już kogo nigdy więcej nie wpuszczę do swojego życia.
Superrr4@superrr4

Uśmiechnij się

Mama mówi do synka:
– Jasiu, dlaczego już się nie bawisz z Kaziem?
– A czy ty mamusiu chciałabyś się bawić z kimś, kto kłamie, bije i przeklina?
– Oczywiście, że nie.
– No widzisz. Kaziu też nie chce!
*
Ksiądz do Jasia na lekcji religii:
– Powiedz, Jasiu, kto wszystko widzi,
wszystko słyszy i wszystko wie?
– Nasza sąsiadka!